Wywiad z Marcinem Prytem (19 Wiosen, TRYP)

Znany jest właściwie tylko na scenie podziemnej, jako wokalista, autor intrygujących tekstów i muzyk 19 WIOSEN oraz projektu TRYP. Marcin zgodził się poświęcić nam kilka chwil  i opowiedział o szalonych punkowych początkach, o przyziemnych problemach niszowych artystów. Zdradził też co nieco o nowej płycie “wiosen”.

Mateusz Romanowski: Powstaliście w Łodzi w 1989 roku. Jak wspominasz początki waszej działalności ?

Marcin Pryt: To często powtarzane nieporozumienie, syndrom “ctrl-c ctrl-v”. W 1989 powstał zalążek pomysłu. Regularne próby i radość z nimi związana zaczęły się  w pokoju Fagota na Widzewie jesienią 1992, był wtedy z nami Franek. Chcieliśmy poprzez muzykę i teksty starych bigbitowych wykonawców wyrazić jakieś swoje niepokoje i uczucia, bałem się jeszcze odezwać własnym głosem, albo go usłyszeć, łatwiej mi było wtedy śpiewać piosenkę Szczepanika Nie jestem sobą, niż jakiś swój tekst. Potem się to zmieniło. Po Co każdą chwilę która była w zasadzie koncept albumo-kasetą z coverami, stworzyliśmy Zmarnowany kwiat juz z własnymi piosenkami. Nadal jednak nasza wrodzona nieśmiałość nie pozwalała nam występować na żywo przed publicznosćią. Pierwszy raz stanąłem na scenie w 1995 i z tremy straciłem zupełnie głos. Po koncercie wszyscy mysleli, że to jest jakiś performance, że  przez cały koncert otwieram usta, a nic nie słychać. Prawda jest taka, że muzyka i tworzenie były dla nas ważniejsze niż kontakt z czymkolwiek i kimkolwiek. Potem się to zmieniło, ale do 2004 roku, kiedy wchodziłem w swoje 33-lecie daliśmy łącznie 9 koncertów. Wspominam tamten okres z refleksją, jak pamięć ludzka zawodzi i czy to byłem ja, czy może jakiś inny model androida. Pamiętam przede wszystkim o tańcu z Frankiem do płyty Fun House The Stooges  w oceanie krwi z naszych żył i rozlanego wina i odwiedziny Fagota w stroju Wolfganga Amadeusza Mozarta, w którym chodził na co dzień, to był totalny punk na ulicy w 1993 roku.

M.R.: W 1999 roku zespół się rozpadł. Jakie były przyczyny rozpadu i co było motywacją do jego reaktywacji w 2004?

M.P.: Przyczyny były różne. Wyjazdy na emigracje, choroby, walka z uzależnieniem. Motywacją do ponownego grania w 2004 było silne przeświadczenie, że jeszcze nie wszystko udało się powiedzieć, że nie można odejść i zostawić po sobie tylko te nagrania z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Że musimy coś zrobić i to właśnie pod tą nazwą. Nie żałuję dziś tej decyzji, mimo, że i wersji z lat zerowych fluktuacje kadrowe zaburzały normalną pracę. W 2010 roku z oryginalnego składu jestem tylko ja i Fagot. Więc on jest głównym kapelmistrzem, a ja kierownikiem od mowy wiązanej. Chcemy nagrywać kolejne płyty, myślę że naszym przeznaczeniem jest granie i śpiewanie swoich piosenek do ostatecznego zejścia. Teraz w zespole każdy coś komponuje, ja przynoszę teksty, myślimy już powoli o nowej płycie. Widzę nas wszystkich za 20 lat, tak jak starych bluesmanów z delty Missisipi, czy z doskonale ustawionym i przejechanym sopranem podstarzałą divę z opery.

M.R.: 21 marca będzie miała miejsce pierwszego od trzech lat nowego materiału 19- stu Wiosen. Jak przebiegał proces nagrań? Czego można się spodziewać po płycie?

M.P.: Pożegnanie ze światem. Powstawało bardzo długo. Np. piosenkę Wschód graliśmy jeszcze w grudniu ‘06 przed premierą naszego poprzedniego albumu Pedofil (maj 2007). Potem znowu były problemy ze składem. Wreszcie, kiedy się wszystko skrystalizowało zrezygnował z działalności nasz poprzedni wydawca. Byłem wtedy bliski załamania nerwowego i nagle pojawił się na naszym koncercie Paweł Cieślak, który marzył o tym żeby nagrać w swoim Hasselhoff Studio 19 WIOSEN. Ktoś nas z nim skontaktował i koniec końców nagraliśmy godzinny album, bez żadnego ciśnienia i wedle swoich aktualnych umiejętności i pomysłów, a Paweł stał się muzykiem 19 WIOSEN. Płyta to owoc pomysłów kompozytorskich także Olka i Szymona. Chcę, żeby to się rozwijało, żeby kazdy był szczęśliwy i rozwijał się twórczo w 19 WIOSEN. Chcę pracować z twórczymi ludźmi. Wierzę, że jesteśmy prawdziwym zespołem. Jeśli chodzi o album, jedyne co mógłbym powiedzieć to, że płyta jest dedykowana wszystkim, którzy nie radzą sobie z rzeczywistością, którzy nie są świetni i doskonali, ładni i inteligentni. Którzy wyją z bólu, albo mają z tego samego powodu szczękościsk. Można tej płyty słuchac jak słuchowiska muzyczno-słownego, albo potraktować jako nośnik danych i wrzucać sobie jedną piosenkę w przypadkowej kolejności. Nie roszczę sobie żadnych pretensji do tego, żeby zajmować swoją osobą słuchaczy przez okrągłą godzinę. Ta płyta jest jak obecnie bardzo popularne muzea interaktywne. Muzeum ludzkich porażek i niedopasowania. Bardzo dużo zależy od Was, my tylko poustawialiśmy eksponaty w wybranych przez nas salach i zrobiliśmy kilka przycisków, o niektórych z nich sami pozapominaliśmy. Sztuka jest tak delikatną sferą, że niczego nie mogę się po niej spodziewać, niczego mi nie obiecuje. Jest albo jej nie ma, to zależy tylko od mojego odbioru. Czy czegoś spodziewamy się po sobie samych?

M.R.: Sama forma w jakiej wydajecie Pożegnanie ze światem zapowiada się bardzo ciekawie – książeczka ze wszystkimi tekstami i reprodukcje obrazów Wilhelma Sasnala…

M.P.: Wydawanie płyty w dzisiejszych czasach, i to jeszcze takiego zespołu jak 19 WIOSEN to zadanie dla ludzi, którzy raczej chcą stracić pieniądze. Dziękuję więc za odwagę Galerii Raster. Nie zamierzam też ukrywać, że gdyby nie osoba Wilhelma, nic by nie powstało w takiej formie jak to niebawem zaistnieje. Tak, jesteśmy wdzięczni i mam nadzieję, że jakoś się odwzajemnimy uczciwą i ciekawą płytą.

M.R.: Udzielasz się w zespole TRYP z Kubą Wandachowiczem i Robertem Tutą. Dziwne, że mimo udziału tych znanych muzyków i renesans rodzimej zimnej fali (reedycje płyt Siekiery, nowy album Made In Poland) ten projekt nie zyskał większego rozgłosu…

M.P.: Mnie to wcale nie dziwi. Chcieliśmy wydać epkę w internecie w rocznicę ogłoszenia manifestu futurystycznego ze względu na swoje sympatie do tego prądu. Nie mieliśmy z założenia, paradoksalnie do idei którym oddawaliśmy pokłon, żadnego parcia do mediów. Można  ją sobie ściągnąć do dzisiaj za darmo. Trzeba było nam jeszcze poszukać pewnego tonu i brzmienia, które było słyszalne na koncertach i kiedy zamierzaliśmy zrobić cały album, Kuba skasował przez pomyłkę podkłady. Musieliśmy zburzyć cały budynek i zacząć od fundamentów od nowa i naturalnie teraz to już jest inny zespół, doszedł też Paweł Cieślak z 19 WIOSEN, jesteśmy teraz kwartetem kończymy nagrywanie płyty, która będzie miała tytuł Kochanówka i chcemy zacząć koncertować jesienią 2010.

M.R.: W 2008 roku zagraliście koncerty w Londynie, Brighton, Amsterdamie i Berlinie.   Jak wspominacie tamte koncerty i jak do nich doszło?

M.P.: Wszystkie nasze zagraniczne podróże mogły zaistnieć dzięki sieci rozrzuconych po świecie  nomadów, którzy chcą nam z jakichś tam względów zorganizować koncerty. Oprócz ludzi znających nasz język dochodzi do zaskakujących interakcji z tubylcami, czuję się wtedy bardzo dobrze, a momentu kiedy pogratulował nami występu w Amsterdamie, mieszkaniec Sudanu nigdy nie zapomnę.

M.R.: Dziękujemy za rozmowę.

M.R.: Dziękuję i pozdrawiam.

Rozmawiał: Mateusz Romanowski

10/03/2010

Co o tym sądzisz?

Co jest grane?

Strona B to miejsce, w którym promujemy dobrą muzykę.

Staramy się unikać wykonawców eksploatowanych do bólu przez mass media. Wolimy docierać do świeżych, ambitnych brzmień i przedstawiać Wam artystów mniej lansowanych, ale niejednokrotnie dużo ciekawszych.

Polecane filmy Zobacz wszystkie

Posłuchaj pierwszych nagrań Led Zeppelin

Pierwsze znane koncertowe nagrania zespołu pochodzące z pierwszej trasy po USA w 1968 roku.

Marc Ribot – Yezriel

Kawałek z solowego projektu gitarzysty kojarzonego głównie ze wspołpracy z Johnem Zornem

Pat Metheny – The Orchestrion

Myślałeś, że widziałeś już wszystko? To co powiesz na mechaniczną orkiestrę?

Liars – Scissor

Intrygujący i znakomicie zrealizowany teledysk.

Dave Grohl i jego uzależnienie

Podczas sesji nagraniowej Them Crooked Vultures wyszły na jaw poważne kofeinowe problemy perkusisty zespołu.

Yoga Terror – I Shot the Sheriff

Świetny cover “I Shot the Sheriff” Boba Marleya.

Strona B na Facebooku