Recenzja: Tin Pan Alley – Palm Waves

Kończy się dopiero styczeń, a już mamy pierwszych mocnych kandydatów na rodzimy album roku. Póki co można było ich słuchać w trójkowej „offensywie”, na MySpace (gdzie panowie błyszczą również poczuciem humoru) i czytać o nich niemalże na każdym ważniejszym alternatywnym portalu muzycznym. Teraz bronią się naprawdę dobrym albumem.

Jeśli kiedykolwiek zasłuchiwałeś się w Yo La Tengo, The Wrens, czy Pavement  z pewnością i Palm Waves zagości w twoim odtwarzaczu na dłużej.

To co przede wszystkim przemawia za grupą to jej smykałka do podawania chwytliwych (ale nie nachalnych), niemalże popowych melodii w alternatywnej, ciekawej pod względem aranżacyjnym oprawie. Dużej oryginalności nadają też syntezatorowe dźwięki, nieczęsto używane w tego rodzaju muzyce. Świetnie też całość wyprodukowano, mimo natłoku dźwięków brzmienie jest bardzo selektywne.

Podoba mi się konstrukcja tego albumu. Na początku dostajemy rozbudowany, oscylujący pomiędzy beztroskimi, słonecznymi zwrotkami, a lekko zgiełkowymi przejściami The City & Man, później serwowana jest urocza mieszanka muzycznych miniaturek (lekko surf-rockowe Capo i punkowe Sone) i przebojowych „wymiataczy” bliskich wspomnianych Wrensów (Taffeta, To the Following, Mangrove Tunne), a na sam koniec dwie kolejne długie kompozycje, trochę spokojniejsze, czasem ocierające się o rejony post-rockowe, spośród których szczególne wrażenie robi refleksyjny The Going From a World We Know.

Jedyną wadą płyty jest długość jej trwania, bo z Tin Pan Alley 35 minut to naprawdę niewiele, szczególnie biorąc pod uwagę, że nie ma tutaj żadnego słabego punktu.

Mateusz Romanowski

29/01/2010

Co o tym sądzisz?

Okładka płyty

Data wydania: 14-01-2010

  • 1. The City and Man (6:01)
  • 2. Capo (1:45)
  • 3. Taffeta (3:33)
  • 4. To the Following (4:45)
  • 5. Sone (1:21)
  • 6. Mangrove Tunnel (3:12)
  • 7. The Playground (8:19)
  • 8. The Going From a World We Know (6:37)