Karol Nowakowski, znany jako Pjus, w przeciągu ostatnich miesięcy udzielił chyba więcej wywiadów, niż w przeciągu reszty swojej kariery. Nic w tym dziwnego, jeśli weźmiemy pod uwagę ile musiał przejść, aby powrócić do normalnego trybu życia a następnie do studia.
Life After Deaf jest pierwszym w historii muzyki albumem nagranym przez osobę z w pełni zmechanizowanym słuchem. Walka Karola Nowakowskiego z chorobą, miesiące spędzone na rehabilitacjach i stołach operacyjnych nie mogły nie odcisnąć piętna na zawartości tekstowej płyty. Co ważne, mimo ciężkich tematów całość nie jest dołująca. Pjus raz opowiada o swoich przejściach w jak najbardziej poważnej formie (Takie buty, Life after deaf), raz patrzy na nią z bardzo dużym dystansem (Zawsze żywy, Czytam rap, Nic nie widzę, nic nie słyszę). Poza tym raper chwali życiową stabilizację (Wybieram spokój), składa hołd bohaterom Powstania Warszawskiego (Głośniej od bomb), naigrywa się z kultu, jakim raperzy otaczają „człowieka z blizną” (Scarhead), a nawet ze swojej postawy, która znajdywała ujście na płytach 2czery7 (Nie mówię szeptem). Lirycznie to z pewnością pozycja wartościowa, no może z wyjątkiem paru wersów Fanatyka zaczerpniętych z twórczości oi-owej grupy Awantura (z obsesyjnie powtarzanym fragmentem – „czerwone skurwysyny”), które raczej nie powinny wychodzić poza ich album, a nawet jeśli to nie przenikać do twórczości osoby tak bystrej jak Karol Nowakowski.
Muzycznie również obcujemy z najwyższą półką. Wystarczy wymienić ksywy beatmakerów: Zjawin (w drodze ponoć album producencki) , Szogun, Kixnare, czy Święty, a to i tak nie wszyscy, którzy pracowali nad albumem. Ważne jest również to, że mimo zaangażowania tylu osób, Life After Deaf to album spójny.
Najlepsze momenty? Z pewnością poruszający Zawsze żywy (szkoda, że Eldo udziela się tam tylko w refrenach), dosyć agresywny (szczególnie w otoczeniu reszty utworów) i surowy Scarface oraz Wybieram spokój ze świetną zwrotką Pelsona. Wspaniałym pomysłem było też zaproszenie niewidomego, obdarzonego wspaniałymi warunkami głosowymi P.I.M.P.A. do zaśpiewania refrenu Nic nie widzę, nic nie słyszę. Od czasu powołania Muzeum Powstania Warszawskiego doszło do wylewu różnej maści, mniej lub bardziej udanych patriotycznych albumów dotyczących warszawskiego zrywu z 1944 roku. Z tego powodu do utworu „Głośniej od bomb” podchodziłem z rezerwą, jak się okazało bezpodstawnie – to chyba najlepszy hołd dla bohaterów powstania (utwór poświęcony pamięci plutonu głuchoniemych) na przestrzeni ostatnich lat – zarówno tekstowo, jak i pod względem stopniującego napięcie, szeleszczącego podkładu Zjawina. Jednak najlepsze nagranie Pjus serwuje nam na sam koniec (nie licząc outra) w kawałku Life After Deaf – nagranie to, zbudowane na jedynym na tej płycie beacie Mesa, to klimat zadymionego baru, który zostaje w pamięci już po pierwszym przesłuchaniu.
Owszem, czasem brakuję troszkę Pjusa, którego znamy z płyt 2cztery7 i utworów w rodzaju Nie traktuj mnie jak…, ale na osłodę mamy na płycie naprawdę udane Z Krwi i Kości, na którym udzielają się członkowie macierzystego zespołu Karola. Utwór spokojnie mógłby się znaleźć na Spalonych innym słońcem, albo Funk – dla smaku.
Life After Deaf to bardzo udany, świadomy solowy debiut Pjusa. Sam nie lubię określenia „ku pokrzepieniu serc”, ale w kontekście tego albumu przyjmuje ono słuszną formę.
Dla zainteresowanych jest też bonus. Na stronie internetowej Alkopoligamii można i warto nabyć specjalną edycję albumu, z dodatkowym DVD, na którym znajdziemy dwa teledyski i poruszający film dokumentalny o walce, którą musiał stoczyć Karol przed powrotem do studia.
25/01/2010






