Recenzja: Laentrada – Odzew zza

Jaki jest problem z muzyką post-rockową każdy wie. Nadal pojawiają się jednak kapele (o niejednej z pewnością napiszemy), które udowadniają nam, że mimo tego, że rzeczywiście powiedziano w tej estetyce prawie wszystko,  trup potrafi wyglądać jeszcze całkiem nieźle.

Kiedyś w stosunku do grupy Air ktoś użył określenia „soundtrack do nieistniejącego filmu”. To określenie, mimo zdecydowanie innego charakteru wykonywanej muzyki, doskonale oddaje to, co się dzieje na „Odzewie zza” Laentrady. To co odróżnia grupę od klasycznych post-rockowców, to zwrot raczej w stronę krótkich dźwiękowych impresji, niż rozbudowanych kompozycji. To dobrze, bo schemat grania „quiet-loud” nie działa tak jak kiedyś, nawet na płytach mistrzów takiej estetyki (vide – niestety, ostatnie Red Sparowes). Do filmowego klimatu przyczyniają się też sample (chrumkanie świnki, starcie na miecze, jacyś kłócący się chińczycy). Budowa utworów jest raczej luźna, sprawiająca wrażenie raczej improwizacji, niż czegoś w stu procentach przemyślanego. Nie zmienia to jednak faktu, że bez problemu można wyłuskać parę ewidentnych cymesów, bliskich brzmieniowo wspomnianego Red Sparowes.

Słychać, że duet ma szerokie muzyczne horyzonty, ale niestety nie zawsze wychodzi mu to na dobre (stereotypowo funkowe fragmenty „ozzo”). Kuleje też troszeczkę produkcja, szczególnie pod kątem brzmienia perkusji.

Jednak to wszystko nie przeszkadza w zaprzyjaźnieniu się z płytą.  Słucha jej się z ciekawością do ostatniej sekundy, a pewne, raczej zamierzone bałaganiarstwo, tylko dodaje jej uroku.

Mateusz Romanowski

14/07/2010

Co o tym sądzisz?

Co jest grane?

Strona B to miejsce, w którym promujemy dobrą muzykę.

Staramy się unikać wykonawców eksploatowanych do bólu przez mass media. Wolimy docierać do świeżych, ambitnych brzmień i przedstawiać Wam artystów mniej lansowanych, ale niejednokrotnie dużo ciekawszych.

Polecane filmy Zobacz wszystkie

Posłuchaj pierwszych nagrań Led Zeppelin

Pierwsze znane koncertowe nagrania zespołu pochodzące z pierwszej trasy po USA w 1968 roku.

Marc Ribot – Yezriel

Kawałek z solowego projektu gitarzysty kojarzonego głównie ze wspołpracy z Johnem Zornem

Pat Metheny – The Orchestrion

Myślałeś, że widziałeś już wszystko? To co powiesz na mechaniczną orkiestrę?

Liars – Scissor

Intrygujący i znakomicie zrealizowany teledysk.

Dave Grohl i jego uzależnienie

Podczas sesji nagraniowej Them Crooked Vultures wyszły na jaw poważne kofeinowe problemy perkusisty zespołu.

Yoga Terror – I Shot the Sheriff

Świetny cover “I Shot the Sheriff” Boba Marleya.

Strona B na Facebooku