Recenzja: Kawałek Kulki – Noc poza domem / ERROR

Kawałek Kulki nigdy nie kojarzył mi się specjalnie dobrze. Z poprzedniej płyty znałem głównie urywki, ale nie brzmiały na tyle przekonująco, żeby sięgnąć po całość. Ot, takie tam troszkę infantylne granie. Podobno na przekór modzie, bo bardziej akustyczne, niż elektryczne, czasem jednak niemiło ocierające się o „rokpol” (stereotypową polską piosenkę). Ale Noc poza domem / ERROR to już zupełnie inna liga.

Nowa płyta Kawałka Kulki jest tym, czym powinna być druga płyta obiecującego zespołu, czyli – kombinujemy tak, by przy zatrzymaniu elementów charakterystycznych sprzedać lepszą całość, a to co wcześniej drażniło przekształcamy w znak szczególny.

Pisałem o pewnym infantylizmie. W słowach piosenek jest on obecny nadal, ale bardziej ciekawi i rozczula, niż denerwuje. To wspaniałe, że jeszcze ktoś ma w sobie tyle naiwności, żeby pisać takie piosenki o miłości. Gdzie zamiast obscenicznych opisów podrywu mamy fuhuruhutuhu, gdzie trzeba się ubierać przed pierwszym spotkaniem z rodzicami swojej dziewczyny, gdzie jeszcze papieros jest czymś niegrzecznym, a pośladkami świeci się prosto w oczy leśnika. Wszystko to dodaje płycie dużo uroku.

Ciekawie jest też od strony muzycznej. Imponująco eklektycznie. W stanie romantycznie pijanego zakochania łączy garażowe brzmienie i mięsistą partię gitary basowej z dużą dozą przebojowości. Nogi krótkie zaczynają się motywem przypominającym Negatywowe Lubię was, żeby przejść przez klimaty wczesnego Kings of Leon, rodzimych lat 60’tych, skrzypcowych unison, aż do rzeczy ocierających się o reggae. W Pięknej i bestii okolice brit popowe łączą się z… wokalem Magdaleny Turłaj w stylu Cocteau Twins, karykaturalnymi solówkami i zmianami rytmiki. Z Prześliczną Panną jest już prościej, nie zdziwiłbym się gdyby okazała się ona jakąś zagubioną piosenką Krzysztofa Klenczona. W Tym momencie po klimatycznej recytacji a la  Marek Grechuta następuje disco punk pełną gębą, a na deser otrzymujemy jeszcze pastisz stylu The Doors. Utwór tytułowy z kolei przywodzi na myśl Kapitana Nemo.

Podobnie, jak u opisywanych niedawno Ud nie wszystkie stylistyczne mieszanki powalają, ale należy docenić rozwój w stosunku do debiutu i chęć stworzenia czegoś nietypowego. Tym bardziej, że czerpią również z naszej (i w dodatku dobrej) muzyki, co obecnie jest zjawiskiem co najmniej egzotycznym.

Mateusz Romanowski

22/05/2010

1 komentarz

  1. steyk

    2010-05-24, 14:25

    panie Mateusz, trochę identyfikacja utworów się panu rozjechała :)

Co o tym sądzisz?

Co jest grane?

Strona B to miejsce, w którym promujemy dobrą muzykę.

Staramy się unikać wykonawców eksploatowanych do bólu przez mass media. Wolimy docierać do świeżych, ambitnych brzmień i przedstawiać Wam artystów mniej lansowanych, ale niejednokrotnie dużo ciekawszych.

Polecane filmy Zobacz wszystkie

Posłuchaj pierwszych nagrań Led Zeppelin

Pierwsze znane koncertowe nagrania zespołu pochodzące z pierwszej trasy po USA w 1968 roku.

Marc Ribot – Yezriel

Kawałek z solowego projektu gitarzysty kojarzonego głównie ze wspołpracy z Johnem Zornem

Pat Metheny – The Orchestrion

Myślałeś, że widziałeś już wszystko? To co powiesz na mechaniczną orkiestrę?

Liars – Scissor

Intrygujący i znakomicie zrealizowany teledysk.

Dave Grohl i jego uzależnienie

Podczas sesji nagraniowej Them Crooked Vultures wyszły na jaw poważne kofeinowe problemy perkusisty zespołu.

Yoga Terror – I Shot the Sheriff

Świetny cover “I Shot the Sheriff” Boba Marleya.

Strona B na Facebooku