
Już na samym początku zaznaczam, że jako „wychowany na myslovitz” nie jestem w stanie podejść do tego projektu obiektywnie. Współpraca Tomka Makowieckiego z Wojtkiem Powagą i Przemkiem Myszorem na papierze wyglądała na troszkę kontrowersyjny pomysł. Wcześniejsze nagrania demo publikowane na myspace zapowiadały z jednej strony kierunek balladowy, z drugiej psychodeliczne szaleństwa. Od 26 marca mamy okazję sprawdzić jak jawi się pełnometrażowy efekt współpracy trójki panów.
Po pierwsze słuchając płyty najlepiej byłoby zapomnieć o „myslovickich” korzeniach, jakie podświadomie chcielibyśmy znaleźć. Właśnie przez wyobrażenie tego jak „powinna brzmieć” płyta początkowo trudno przez nią przebrnąć. Smętnie, rozmyto, coldplayowo jakoś… I kiedy nachodzi wredna refleksja, że nazwa grupy wcale nie jest bezzasadna doceniamy dźwiękowe smaczki, jakimi naładowane są te utwory. Dobrym przykładem tego, co wyczarowali gdzieś na drugim planie panowie z Myslovitz jest chociażby chaotyczna partia gitary w refrenie PJ. Z każdym kolejnym przesłuchaniem album zyskuje. Im bardziej akceptujemy No!No!No! jako odrębną materię, tym prościej płytę docenić.
Najlepsze momenty? Niepokojąca Polska Szkoła Dokumentu z pojawiającymi się znienacka, urywanymi, zgiełkowymi wybuchami, prawie siedmio minutowy – Świat według Bestsellera, zamknięty fortepianem i gitarowymi sprzęgami, Test Voight-Kampffa – z fajnie budowanym napięciem, różniącymi się od siebie zwrotkami i świetną post-rockową codą i Inaczej niż w raju z innym, bardziej emocjonalnym śpiewem Makowieckiego i chyba największą dawką psychodelii na tej płycie. Poza tym mamy pozytywnie dziwaczny, sprawiający wrażenie bardziej eksperymentu, niż pełnoprawnego utworu Nie nadaję się do cyrku, kilka „średniaków” i jedną absolutną pomyłkę (o ironio, bardzo przypominającą myslovitzowy Scenariusz dla moich sąsiadów) – Jak czujesz się z tym?.
Na pewno nie jest to album pozbawiony wad. Przydałoby się większe zróżnicowanie materiału. Za pozytyw natomiast należy uznać to, że słyszymy coś innego od tego co panowie prezentowali w przeszłości. Co prawda na płycie nienachalna piosenkowość Makowieckiego solo tworzy z eksperymentującymi zboczeniami „frakcji mysłowickiej” harmonijną całość tylko momentami, ale jestem pewien, że na następnej płycie (bo jak zaznacza trio nie jest to jednorazowy projekt) będzie pod tym kątem lepiej.
30/04/2010






Jakub
2010-05-20, 01:54Jak dla mnie ochydne, pretensjonalne i ‘wciąż o tym samym’ liryki Makowieckiego rzucają cień na odbiór tej płyty, brzmieniowo niezdecydowanej, czasami z lepszym, czasami z gorszym skutkiem. Singiel “doskonały pomysł” < "Dosko"