O wyśmienitej demówce Crab Invasion pisałem w „warto posłuchać”. Teraz atakują nas EPką z zupełnie nowymi i dobrymi dźwiękami, które powinny otworzyć im drogę do awansu w rodzimej ekstraklasie sceny niezależnej.
Przypomnijmy, tym, czym „kraby” urzekały na demówce były: mnogość gitarowych motywów, ciekawie dopełniające się wokale, żyłka do melodii, brak zmanierowania… To, co mogło drażnić słuchaczy nieprzyzwyczajonych do klimatu przeciętnych „demówek”, to garażowe brzmienie oraz brak jakiejkolwiek produkcji. Na szczęście to się zmieniło. Na swojej prawie dwudziestopięciominutowej epce chłopcy przy zachowaniu wszystkich swoich atutów brzmią już bardzo konkretnie, profesjonalnie.
Przy pierwszym kontakcie z nowym materiałem miałem mieszane uczucia – obok rzężących, przebojowych piosenek, za jakie pokochałem ten zespół od pierwszego myspacowego odsłuchu, pojawiły się brzmienia klawiszowe, budzące wątpliwości, co do słuszności kierunku obranego przez zespół. Każde następne przesłuchanie jednak przekonywało o sporym rozwoju świadomości kompozytorsko-produkcyjnej.
O „Leach” chciałoby się napisać, że zaczyna się w momencie, w którym kończyły się ich poprzednie nagrania – atakujące kontrastami, kąśliwe partie gitar, bardzo melodyjne, niemalże popowe (w dobrym tego słowa znaczeniu) wokale, zapadająca w pamięć melodia, świetne, klimatyczne gitarowe przejścia, a to wszystko zamknięte w niecałych czterech minutach. Po tak udanym otwarciu trochę zbija z tropu następny „Raindrops”, najbardziej w zestawie przesiąknięty brzmieniami klawiszowymi, z marginalnym udziałem gitar i elektroniczną perkusją, utwór podany w dosyć apatyczny, pozbawiony energii sposób. W ciekawe rejony udający się dopiero w okolicach 3 minuty. Mimo, że jest najmniej w zestawie udany daje dobre pojęcie o możliwościach, jakie Crab Invasion wykorzystało odwiedzając studio nagrań, pojawiają się tu bowiem perkusyjne „przeszkadzajki” i gitara akustyczna. Nie mamy jednak czasu na nudę, bo już po „Raindrops” wkracza opus magnum tej epki – „I’d Hate to Seem Like I Mean What You Meant”, prawie siedmiominutowy, konstrukcyjnie przypominający „Moth Guide” z ich demówki, bliski bardziej rozwiniętych utworów Modest Mouse, doprawionych gówniarską energią The Wrens (szczególnie w refrenie). Nie ukrywam, że najbardziej odpowiada mi właśnie ten progresywny kierunek w ich twórczości. Po takim „kilerze” organizm świetnie przyjmuje dużo spokojniejszy, atakujący sprzężeniami dopiero w finale „Walk-through”. Następny, trwający półtorej minuty „Red…” sprawia wrażenie raczej studyjnego eksperymentu, z masą dziwacznych dźwięków, i chaotyczną zabawą z perkusjonaliami. Dobrze jednak wprowadza w zamykający „Extend Your Life” utwór „…Crab Invasion”, obok „I’d hate to…” najbardziej udany w zestawie, ale też najbardziej zaskakujący, z melorecytacją, efektami ponakładanymi na wokal, rozwiniętymi solówkami (co jest raczej rzadko spotykane na indie-scenie, nie tylko tej krajowej), muzycznie może momentami przywodzić na myśl eksperymentalne wycieczki Blur na wysokości „13”
Krabów od zawsze było „warto słuchać”, jednak teraz z tak udanym materiałem, dla zainteresowanych krajową sceną alternatywną – wstyd ich nie znać. Biorąc pod uwagę, że zespół istnieje niecałe dwa lata, a poziomem technicznym (rzadko spotyka się w tego rodzaju muzyce tak sprawnie grającego basistę) i kompozytorskim miażdżą co najmniej pół rodzimej sceny – jakkolwiek niefortunnie to brzmi, już teraz czekam na więcej.
09/09/2010





