Wywiad z Przemkiem Węgłowskim z Tides From Nebula

Przed kolejnym udanym warszawskim koncercie melancholijnych post-rockowców z szwedzkiej grupy Imannu El miałem okazję porozmawiać  z Przemkiem Węgłowskim, basistą  Tides From Nebula, grupy, która okazała się jednym z najmocniejszych zeszłorocznych debiutantów. Przemek zdradził nam troszkę informacji o najbliższych planach, nowych muzycznych inspiracjach, gigach zagranych w imponującym towarzystwie oraz nieco o nowym materiale grupy.

Mateusz Romanowski: Już po nagraniu dema zyskaliście całkiem dużą publikę i w bardzo krótkim czasie zaczęliście grać u boku naprawdę szanowanych składów. Czy było to dla was zaskoczeniem?
Przemek Węgłowski: Rzeczywiście wszystko potoczyło się bardzo szybko, bo gramy razem od dwóch lat. Na początku nawet nie zakładaliśmy, że będziemy wydawać płytę, albo grać koncerty. Podchodziliśmy do tego niezobowiązująco, chcieliśmy się spotykać i grać inne dźwięki. Koncert z Caspianem, który odbył się w październiku 2008, był pierwszym z większych koncertów, gdzie występowaliśmy jako support. Wszystkie koncerty, gdzie supportowaliśmy zespoły, których słuchaliśmy, jak God is an astronaut, Oceansize, czy występ na Asymmetry Festival, to były naprawdę wielkie przeżycia.

M.R.: Wspomniałeś o Asymmetry Festival. W zeszłym roku wygraliście dwa duże festiwalowe przeglądy…
P.W.: Tak, chociaż sami nie lubimy przeglądów jako takich. Z doświadczenia wiemy, że samo zwycięstwo na jakimś przeglądzie naprawdę niewiele daje. Na Assymetry i Knock-Out Festival zgłosiliśmy się, ponieważ nagrodą było zagranie na dużej scenie u boku dobrych kapel. Udało nam się wygrać oba konkursy, co bardzo nas ucieszyło. Jak mówiłem, zgłaszaliśmy się na te konkursy, kiedy widzieliśmy dobrze zapowiadający się festiwal, a odrzucano nasze oferty zagrania tam. Wtedy zostawał nam konkurs…

M.R.: Zostaliście też dostrzeżeni poza granicami Polski…
P.W.: Zagraliśmy mini-trasę po Zachodniej Europie w listopadzie ubiegłego roku, to było dziewięć koncertów. Pojechaliśmy w trasę sami, będąc czasem jedyną kapelą, która grała danego wieczoru. Przyjęcie było różne, w paru miejscach mieliśmy naprawdę dobrą frekwencję, niekiedy przychodziło tylko dwadzieścia osób, ale sam fakt, że przychodzili tam ludzie, którzy znali naszą muzykę, kupowali płyty był bardzo fajny.

M.R.: Graliście przy różnych okazjach z masą mniej znanych rodzimych grup. Co możesz powiedzieć o kondycji takiej sceny w Polsce? Jakie grupy możesz polecić?
P.W.: Na pewno zespoły z którymi graliśmy na konkursie na Assymetry Festival jak Proghma-C, Ketha. Są to świetne kapele, nasi znajomi. Z grania instrumentalnego warto polecić zespół Merkabah, który gra trochę bardziej zakręcone dźwięki, ale znaleźli sobie ciekawą niszę. Jest grupa NAO. Taka scena rozwija się, co bardzo mnie cieszy.

M.R.: W większości recenzji waszego debiutanckiego albumu podkreślane jest to, że mimo dużego wyeksploatowania post-rockowej estetyki, udało wam się zachować dużą świeżość…
P.W.: To były miłe komentarze, sam zgadzam się z tym, że kapele post-rockowe powoli zjadają własny ogon. Sam prawie nie słucham takiej muzyki, zabawne jest to, że nawet zaczynając tworząc muzykę z „Tides from Nebula” nie słuchaliśmy takiej muzyki. Dopiero później dostrzegliśmy, że to co robimy jest w pewien sposób pokrewne do tego co prezentują niektóre grupy post-rockowe. Teraz pracujemy nad materiałem na nowym materiałem i te nowe utwory mam nadzieję, że wniosą dużo świeżości do naszej estetyki. Sam z resztą nie do końca zgadzam się z etykietką post-rockową w odniesieniu do naszego brzmienia, bo zawsze byliśmy z mocniejszych, można powiedzieć metalowych stron. Nasze nowe rzeczy są mroczniejsze, z większym udziałem elektroniki. Chcemy się rozwijać i nie powtarzać naszego brzmienia z „Aury”.

M.R: Jakie są więc twoje nowe inspiracje?
P.W.: Od trzech miesięcy słucham głównie ambientu. Jednak słuchamy różnej muzyki. Na przykład Adam, nasz gitarzysta siedzi mocno w math-corowych klimatach.

M.R.: Twoi koledzy udzielają się też w Sands of Sedna…
P.W.: Tak. Zabawne jest to, że ten zespół istniał już przed Tides From Nebula. Oni w tym składzie grali wcześniej, nagrali płytę z innym wokalistą. Jednak charakter ich muzyki trochę się zmienił po dojściu nowego wokalisty. Wszyscy się znamy, mamy jedną salę prób. Mimo tego, że mamy dużo pracy nad nowym albumem, jednak Maciek i Tomasz od samego początku dobrze godzą ze sobą granie w dwóch zespołach.

M.R.: Po koncercie z Ulverem robicie sobie półroczną przerwę na pracę nad materiałem. Kiedy można się spodziewać nowych nagrań?
P.W.: Materiał będziemy nagrywać partiami i do wakacji powinniśmy wszystko nagrać. Mix i mastering powinien potrwać do jesieni. Oczywiście wszystko może się trochę przedłużyć, bo drugą płytę chcemy bardziej dopieścić. Jak dobrze pójdzie jest szansa, że ukaże się jeszcze w tym roku. Do koncertów wrócimy w wakacje. Na razie pewne jest to, że zagramy na OFF festiwalu. Przerwa miała rozpocząć się wcześniej, ale takiej propozycji jak granie z Ulverem nie mogliśmy odrzucić.

Rozmawiał: Mateusz Romanowski

15/02/2010

Co o tym sądzisz?

Co jest grane?

Strona B było niegdyś miejscem, w którym promowaliśmy dobrą muzykę.

Staraliśmy się unikać wykonawców eksploatowanych do bólu przez mass media. Woleliśmy docierać do świeżych, ambitnych brzmień i przedstawiać Wam artystów mniej lansowanych, ale niejednokrotnie dużo ciekawszych.

Z różnych powodów, od dłuższego czasu serwis jest w stanie spoczynku. Jeśli masz pomysł i chęci na ożywienie go, napisz do nas!